Niektórzy dzisiaj mówią: kochaj, nie patrz na nic, tylko kochaj! Nieważne, jak to wygląda i o co chodzi, Ty kochaj.
Ok, na pierwszy rzut oka jest to bardzo szlachetne. Można powiedzieć też, że jest w tym jakaś część prawdy. Ale…
No właśnie.
A, czy mogę robić coś, co w oczach Boga jest złe, byleby tylko nie urazić ludzi, by ich nie zniechęcić do siebie?
Wiem, że żyjemy w czasach, w których wielu tak pojmuje miłość, ale patrząc w Boże Słowo takie podejście jest w rzeczywistości fałszywym rozumieniem miłości. Biblia nigdzie nie uczy nas, by miłość oznaczała ślepe przymykanie oczu np. na grzech czy zgadzanie się na coś, co Bóg nazywa złem.
Czy w imię tak pojętej miłości mam np. wracać do miejsc i do rzeczy, z których w swojej łasce Jezus mnie wyrwał? Jeśli tak się zdarza, to chyba warto zadać sobie pytanie: czy my ją dobrze rozumiemy? I czy naprawdę na tym polegała miłość Jezusa?
Jestem pewien jednej rzeczy, mianowicie tego, że miłość biblijna jest zawsze związana z prawdą. Apostoł Paweł napisał: „Miłość wpółweseli się czy też raduje się z prawdą” (1 Kor 13,6). Oznacza to, że prawdziwa, biblijna miłość nie udaje, że grzech to drobiazg, ona doskonale rozumie, że jeśli nie ma granic staje się tylko słodkawym, pustym uczuciem, które usypia sumienie i zamiast ratować, przywracać do życia, utwierdza w kłamstwie. Daje fałszywe poczucie wolności. Bo przecież też do wolności zostaliśmy powołani…
A jaką miłość miał Jezus? Tak, Jego miłość była pełna łaski, ale… i prawdy. Dziś wielu mówi: „Jezus nigdy nie oceniał, nigdy nie osądzał, nikogo nie ranił, wszystkich akceptował”. Pięknie to brzmi prawda? Jednak Biblia pokazuje innego Chrystusa – pełnego miłości, ale nigdy nie rezygnującego z prawdy. Jezusa, który nie bał się nazywać grzechu po imieniu.
Dzisiaj wielu tych, którzy próbują malować nam inny obraz Jezusa staje ramię w ramię z purpuratami, natomiast Jezus czynił inaczej, to On powiedział im prosto w oczy: „podobni jesteście do grobów pobielanych”(Mt 23,27).
Czy to brak miłości? Wręcz przeciwnie! To właśnie miłość w najczystszej i najpiękniejszej postaci. Prawdziwa miłość nie zostawia nikogo w kłamstwie, nie udaje, że wszystko jest w porządku, kiedy tak nie jest. Ma odwagę powiedzieć: „To, co robisz, rani cię i oddala od Boga” – a nie idzie na układy, staje w tym samym szeregu i szeroko się uśmiecha, bo przecież- kochaj jest najważniejsze!
I my nie możemy kierować się filozofią: „kochać – znaczy nigdy nie oceniać”. To karykatura miłości, jakże inna od tej biblijnej. Prawdziwa biblijna miłość zawsze powie to samo: „kocham cię na tyle, by powiedzieć ci prawdę, nawet jeśli ta prawda będzie dla ciebie trudna”. Bycie wiernym Chrystusowi wymaga odwagi odmowy nawet wtedy, gdy prośba wydaje się taka niewinna, a presja otoczenia jest silna. Gdyby Jezus miłował inaczej, pewnie nie zawisłby na krzyżu…




