Ktoś już zapłacił cenę za mnie

To mój pierwszy wpis w tym roku. Myślałem, że powinienem zacząć od czegoś „noworocznego” — często pisze sie o planach, podsumowaniach, no i oczywiście o nowych postanowieniach. Ale wracała wciąż do mnie jedna historia. Nie tylko dlatego, że jest niezwykła, ale przede wszystkim dlatego, że mówi o tym, co naprawdę najważniejsze. I im dłużej o niej myślałem, tym bardziej czułem, że to właśnie od niej powinienem zacząć.

To historia matki, jej miłości i poświęcenia.

W środku nocy Emma Schols obudziła się, czując w powietrzu zapach dymu. Jej dom już się palił, dół jak i góra domu stanęły w płomieniach. Pokoje oraz schody prowadzące na dół domu tonęły w płomieniach. Emma mogła zwątpić, przestraszyć się płomieni, trującego dymu, ryzyka, które czaiło się w każdym kolejnym kroku. Mogła się zatrzymać, pomyśleć o sobie, o tym, co może ją za chwilę spotkać. A jednak nie myślała o tym wcale. Liczyły się tylko jej dzieci — każde z nich, jedno po drugim. To dla nich wbiegała w ogień, bez wahania, bez kalkulacji. Boso wbiegła w przweraqżający ogień. Pokój po pokoju wynosiła je na zewnątrz — jedno po drugim. Kiedy dotarła na drugie piętro, nie było już drogi ucieczki, więc wyskoczyła przez okno, trzymając na rękach najmłodsze dziecko. Gdy schody zawaliły się pod jej nogami i to jej nie zatrzymało. Wracała cztery razy do środka, wchodząc w ogień, wdychając trujący dym, szła naprzód, by wynieść każde dziecko.

Kiedy w końcu wyszła na świeże powietrze, wszystkie dzieci były całe i zdrowe, ale sama wkrótce zapadła w śpiączkę na ponad dwa miesiące i przeszła ponad dwadzieścia operacji; kiedy się obudziła, jej pierwsze pytanie brzmiało:

„Czy z moimi dziećmi wszystko w porządku?”

Później powiedziała jeszcze jedno zdanie:
„Skoro urodziłam sześcioro dzieci, to i sześcioro dzieci wyniosę”.
Ta historia porusza mnie dlatego, że pokazuje miłość bez jakiejkolwiek kalkulacji. Miłość, która nie negocjuje z ogniem. Miłość, która wie, że cena może być ogromna — a mimo to wchodzi.

I właśnie od tego chcę zacząć ten rok.

Moje myśli biegną do TEGO, który uczynił to samo. Nie cofnął się, choć wiedział, dokąd prowadzi ta droga. Wszedł w ogień grzechu, bólu i śmierci, nie po to, by coś udowodnić, ale by wynieść tych, których ukochał. Tak jak ktoś, kto nie waha się rzucić w ogień dla tych, których kocha, Jego miłość wkracza tam, gdzie inni boją się iść. Krzyż jest miejscem, w którym ta miłość znalazła swój ostateczny wyraz — nie tylko ładnym symbolem ani religijną dekoracją, ale dowodem na to, że jeśli kogoś kocham, pójdę za nim nawet w najgłębszy ogień. Do końca…

Dlatego właśnie zaczynam od tej historii — przypomina mi, że prawdziwa miłość kosztuje i że ktoś już zapłacił tę cenę za mnie.

Bez kalkulacji.

Źródło grafiki: wyszukiwarka google.pl

Kategorie:
WordPress Cookie Plugin od Real Cookie Banner